Niedozwolony debet na koncie, niespłacone w terminie raty kredytu – to najczęstsze sytuacje zmuszające bank do podjęcia czynności windykacyjnych. Na czym jednak dokładnie polega windykacja bankowa i jakie konsekwencje ponosi wówczas dłużnik?

Termin “windykacja” oznacza dochodzenie należności przez wierzyciela przy pomocy wszystkich dostępnych i zgodnych z prawem metod. Warto jednak wiedzieć, że proces windykacyjny obejmuje wiele różnych działań, mniej lub bardziej restrykcyjnych dla dłużnika.

Generalnie obowiązuje zasada, iż bank najpierw sięga po windykację „miękką”, polegającą na przypominaniu o zaległościach w spłacie. Na tym etapie najczęściej kontaktuje się telefonicznie z dłużnikiem bądź też wysyła mu krótkie upomnienia w formie wiadomości e-mail oraz sms-ów. Jeśli ta metoda nie przyniesie rezultatu, dział windykacji banku podejmuje bardziej zdecydowane kroki. W kolejnych monitach, tym razem wysyłanych listem poleconym, nie tylko przypomina o konieczności spłaty zadłużenia, lecz również wskazuje sankcje prawne, które mogą spotkać niesolidnego klienta.

Przygotowanie i wysłanie upomnienia generuje określone koszty, którymi bank ma prawo nas obciążyć. Jednak zgodnie z nowelizacją tzw. ustawy antychliwiarskiej z 2019 r. łączna prowizja za nadania wszystkich monitów (wraz z pozostałymi opłatami za opóźnienie w spłacie) nie może przekroczyć równowartości maksymalnych odsetek ustawowych.

Wizyta windykatora terenowego

Jeśli formy nacisku „na odległość” zawiodą, bank może wysłać do dłużnika swojego pracownika. Oczywiście, podstawowym celem bankowej windykacji terenowej jest nakłonienie klienta do jak najszybszego zwrotu długu, jednak przy okazji windykator zbiera informacje, które mogą okazać się przydatne na dalszych etapach postępowania windykacyjnego. Przykładowo: próbuje wyjaśnić powody zadłużenia, przedstawia konsekwencje, które będzie musiał ponieść dłużnik, a także ocenia posiadany przez niego majątek. W momencie, gdy klient wyraża wolę współpracy, a jego kłopoty finansowe mają przejściowy charakter, windykator może też zaproponować polubowne rozwiązanie sprawy, np. rozłożenie długu na raty oraz uzgodnienie nowego harmonogramu spłaty.

Efektem działań windykacji terenowej może być również uznanie długu lub podpisanie ugody przez dłużnika. To oświadczenie ma bardzo duże znaczenie w przypadku wszczęcia windykacji sądowej, umożliwia bowiem skierowanie sprawy do sądu w postępowaniu nakazowym. Ponadto dzięki ugodzie wierzyciel (w tym przypadku – bank) zapłaci czterokrotnie niższy wpis sądowy oraz ma możliwość wszczęcia postępowania zabezpieczającego na podstawie nieprawomocnego nakazu zapłaty.

Warto wiedzieć

Jak już wspomnieliśmy, windykacja musi prowadzona z poszanowaniem obowiązującego prawa. Przedstawiciel banku nie może więc przekraczać swoich uprawnień i podejmować następujących działań:

– wejść do domu lub mieszkania zadłużonego bez jego zgody,

– przekazywać informacji o długu osobom trzecim, np. sąsiadom lub pracodawcy dłużnika,

– dokonywać spisu majątku osoby zadłużonej,

– nachodzić dłużnika w miejscu pracy,

– nękać zbyt częstymi telefonami.

Złamanie tych zasad daje dłużnikowi prawo do zgłoszenia sprawy na policję, ewentualnie złożenia pozwu do sądu cywilnego o naruszenie dóbr osobistych.

Kiedy windykacja „miękka” zawodzi…

W sytuacji, gdy polubowne formy windykacji nie przyniosą skutku, bank przestaje prosić, a zaczyna żądać, czyli rozpoczyna tzw. „windykację twardą”. Na tym etapie klienta czeka wpisanie na listę dłużników, wypowiedzenie umowy konta/kredytu oraz postępowanie sądowo-egzekucyjne.

Wpisanie na listę dłużników

Z reguły bank przekazuje informację o zadłużeniu do Biura Informacji Kredytowej (BIK) oraz do biur informacji gospodarczej (Krajowego Rejestru Długów, Krajowego Biura Informacji Gospodarczej, Rejestru Dłużników EFIR). Pozornie wpis na listę dłużników wydaje się niegroźną sankcją, jednak w praktyce bywa dotkliwy w skutkach. Osoba, której dane figurują w rejestrach zadłużonych, traci wiarygodność w oczach innych banków, firm pożyczkowych, towarzystw ubezpieczeniowych, firm telekomunikacyjnych, a także przyszłych i obecnych partnerów biznesowych.

Dłużnik wpisany do KRD lub BIG-u może mieć więc realne problemy z otrzymaniem pożyczki lub kredytu, podpisaniem umowy z operatorem sieci komórkowej czy pozyskaniem nowych kontrahentów.

Zaspokojenie roszczeń z wpływów na rachunek

W przypadku zadłużenia, które powstało w wyniku niedozwolonego debetu na koncie, bank jest uprawniony do zaspokojenia roszczeń z wpływów na rachunek i nie musi w tym celu mieć zgody klienta. Może przy tym samodzielnie określić kolejność spłaty, tzn. zaliczyć ściągniętą kwotę na poczet odsetek, a to, co pozostanie, na należność główną. Może też postąpić odwrotnie – przeznaczyć wpływ na spłatę podstawowego długu, a dopiero potem wyegzekwować odsetki.

Jest oczywiste, że pierwsza z opisanych wcześniej metod jest dla klienta wybitnie niekorzystna, ponieważ dzięki niej główna wierzytelność pozostaje wciąż nieuregulowana, co daje bankowi możliwość naliczania kolejnych odsetek. To zaś prowadzi do powiększenia długu i coraz większych kłopotów ze spłatą.

Natomiast w przypadku drugiej metody bank musi respektować tzw. zakaz anatocyzmu. Polega on na tym, że nie można naliczać odsetek od zaległych odsetek, zaś podmiot, który tak czyni, łamie obowiązujące prawo.

Niestety, niemal wszystkie banki preferują pierwsze rozwiązanie i harmonogram spłaty długu wygląda u nich następująco: najpierw ściągane są odsetki karne, później opłaty windykacyjne, a na końcu wierzytelność główna. Niemniej część instytucji dopuszcza możliwość negocjacji, zwłaszcza jeśli zadłużenie na rachunku jest niewielkie. Warto więc na etapie windykacji polubownej poprosić bank o zmianę kolejności spłaty na bardziej przyjazną dla dłużników.

Wypowiedzenie umowy konta

Kolejnym instrumentem, po który mogą sięgnąć bankowcy, jest wypowiedzenie umowy konta. Analiza bankowych regulaminów dowodzi, że w przypadku niedopuszczalnego debetu na rachunku instytucje finansowe reagują błyskawicznie i potrafią wypowiedzieć umowę już po 14 dniach od dnia wysłania monitu o charakterze przedsądowego wezwania do zapłaty. Niemniej niektóre banki są bardziej spolegliwe i dają dłużnikom trochę więcej czasu, przykładowo, w Alior Banku klient ma 60 dni na uregulowanie należności.

Wypowiedzenie umowy kredytu

Prawo nie określa, po ilu niespłaconych ratach bank może wypowiedzieć klientowi umowę kredytu. Najczęściej takie działanie jest podejmowane wobec kredytobiorców, którzy mają kilkumiesięczne zaległości w spłacie, natomiast osoby zalegające np. z zapłatą jednej – dwóch rat kredytowych nie powinny obawiać się szybkiego wypowiedzenia umowy. W pewien sposób chroni je orzeczenie Sądu Najwyższego z 2013 r., który uznał, że wypowiedzenie umowy kredytu mieszkaniowego na skutek zaległości wynoszącej tylko półtora miesięcznej raty jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. W praktyce oznacza to, że bank nie może wypowiedzieć umowy kredytobiorcy, którego zadłużenie jest minimalne.

Kiedy jednak do wypowiedzenia dojdzie, z reguły ma ono warunkowy charakter. Jeśli dłużnik podejmie próbę negocjacji, bank może (choć nie musi) je anulować.

W wypowiedzeniu zawsze zostaje wskazany termin, w jakim należy spłacić całość zobowiązania. Z reguły na oddanie całego długu mamy minimum 30 dni od daty doręczenia pisma, istnieje jednak pewien wyjątek. Jeśli bank podejrzewa, że dany klient niedługo ogłosi upadłość konsumencką, może domagać się spłaty zadłużenia w ciągu 7 dni roboczych. Na ogół dłużnik nie jest w stanie spełnić tego żądania, dlatego kolejnym krokiem, który zwykle podejmuje dział windykacji banku, jest złożenie pozwu do sądu o zapłatę zaległej należności w trybie nakazowym.

Wszczęcie postępowania sądowego

Na tym etapie polubowne rozwiązanie kwestii długu jest już praktycznie niemożliwe. Po rozpoznaniu sprawy sąd wydaje nakaz zapłaty, a do akcji wkracza komornik, który stara się odzyskać przeterminowaną należność na drodze przymusowej egzekucji z majątku dłużnika.

Windykacja w banku może nas słono kosztować

Warto mieć świadomość, iż dłużnik unikający kontaktu z bankiem, wcześniej czy później i tak zostanie zmuszony do spłaty przeterminowanej należności. Im dłużej jednak będzie zwlekał z oddaniem długu, tym wyższe poniesie przy tym koszty. Oprócz głównej należności bank obciąży go karnymi odsetkami i opłatami za monity, do tego dojdzie koszt postępowania sądowego i prowizja komornika wynosząca 10% wartości wyegzekwowanego świadczenia. Warto więc z bankiem rozmawiać i wspólnie wypracować polubowne rozwiązanie problemu. Polityka polegająca na chowaniu głowy w piasek i irracjonalnej wierze, że bank o długu zapomni, sprowadzi na nas wyłącznie kłopoty.

logo-footer